Od pół roku biegasz trzy razy w tygodniu. Trasa ta sama, tempo to samo, buty już zdarte, a czas na pięciu kilometrach stoi w miejscu od dwóch miesięcy. Zaczynasz się zastanawiać, czy nie trzeba czegoś zmienić. I masz rację – organizm przyzwyczaił się do jednostajnego wysiłku i przestał na niego reagować. Żeby ruszyć z miejsca, potrzebujesz bodźca, który zmusi układ krążenia i mięśnie do adaptacji – i tu właśnie wchodzi trening interwałowy.
Trening interwałowy: na czym polega i co z niego masz
Trening interwałowy to naprzemienne odcinki wysiłku intensywnego i odcinki przerwy albo wysiłku spokojnego, powtarzane w zaplanowanej liczbie powtórzeń. Masz do dyspozycji trzy zmienne, którymi sterujesz: czas pracy, czas przerwy i liczbę powtórzeń. Cała zabawa polega na tym, żeby dobrać je tak, by dać organizmowi sygnał do rozwoju – i nie przesadzić z objętością, bo wtedy zamiast adaptacji dostajesz przetrenowanie. Metaanaliza z 2019 roku na 53 badaniach z randomizacją pokazała, że nawet interwały krótsze niż 30 sekund, o łącznej objętości do 5 minut i prowadzone przez cztery tygodnie, poprawiały pułap tlenowy w porównaniu z brakiem treningu[1], ale przewagę nad ciągłym wysiłkiem o umiarkowanej intensywności miały tylko interwały trwające co najmniej 2 minuty, o łącznej objętości powyżej 15 minut, prowadzone od 4 do 12 tygodni. Interwały nie zastępują spokojnych treningów, tylko się z nimi uzupełniają – to nie jest zamiana, tylko dokładka do bazy.
Tabata: co to jest naprawdę, a co nazywa się tabatą na zajęciach
Protokół Tabaty to bardzo konkretna rzecz: cały trening trwa 4 minuty, składa się z 8 serii po 20 sekund pracy i 10 sekund przerwy. Kluczowa jest nie proporcja 20 na 10, tylko intensywność – praca ma być powyżej tempa, w którym osiągasz pułap tlenowy, czyli na poziomie, przy którym ósma seria jest ledwie do skończenia. W badaniu Tabaty z 1996 roku siedem osób wykonywało przez sześć tygodni, pięć razy w tygodniu, siedem do ośmiu serii po 20 sekund pracy na intensywności około 170 procent pułapu tlenowego z 10 sekundami przerwy: pułap tlenowy wzrósł o 7 mililitrów na kilogram na minutę, a wydolność beztlenowa o 28 procent[2]. 170 procent pułapu tlenowego to poziom, na którym po czterech minutach leżysz na podłodze, a nie otrzepujesz ręce i idziesz po bidon. Na zajęciach grupowych w rytmie 20 na 10 robi się zwykle ćwiczenia ogólnorozwojowe z lekkim obciążeniem przez 20 do 40 minut – to jest trening obwodowy na czas, a nie tabata. Sprawdzian jest prosty: jeśli po czterech minutach możesz powtórzyć ten sam zestaw jeszcze raz, to nie była tabata. Tabata w oryginale była robiona na ergometrze rowerowym, gdzie intensywność da się ustawić i zmierzyć.
Rodzaje interwałów i po co który
Interwały krótkie, do 30 sekund pracy, rozwijają zdolność do powtarzania mocnych odcinków – przerwa jest tu dłuższa od pracy. To format dla tych, którzy chcą podnieść moc, a nie pułap tlenowy. Interwały długie, od 2 do 4 minut pracy z przerwą zbliżoną długością, dają największą poprawę pułapu tlenowego, bo utrzymujesz w nich wysokie tętno przez dłuższy czas. Fartlek to bieg z przyspieszeniami bez sztywno wyznaczonych odcinków – na przykład od latarni do latarni. Dobry na start, bo nie wymaga stopera ani planu, a i tak uczy organizm radzenia sobie ze zmianą tempa. Formy z sali crossfitowej, takie jak amrap 20 minut i emom, to też interwały – przerwa jest w nich wynikiem tego, jak szybko skończysz pracę. Na siłowni interwały robisz sprzętem: bieżnią, rowerem stacjonarnym, wioślarzem albo assault bike, gdzie opór rośnie razem z tempem i łatwiej dobić do wysokiego tętna bez techniki biegowej. Ćwiczeń ze sztangą nie używasz do interwałów – zmęczenie techniką pod ciężarem to inny rodzaj ryzyka, którego nie chcesz przy wysokim tętnie.
Trening interwałowy dla początkujących: konkretny zestaw
Do wersji biegowej masz zielone światło, jeśli biegasz regularnie od kilku miesięcy i przebiegasz bez zatrzymania 30 minut. Bez tego najpierw budujesz bazę, a interwały odkładasz na później. Oto dwa zestawy na start.
Wersja biegowa
- rozgrzewka: 10 do 15 minut spokojnego biegu
- praca: 5 przyspieszeń po 30 sekund, między nimi 90 sekund marszu albo bardzo wolnego truchtu
- wyciszenie: 5 do 10 minut spokojnego biegu
Całość zajmuje 25 do 35 minut.
Wersja na sprzęcie
- rozgrzewka: 10 minut spokojnego kręcenia
- praca: 4 odcinki po 2 minuty na tempie, którego nie da się utrzymać dłużej niż 3 minuty, między nimi 2 minuty spokojnie
- wyciszenie: 5 minut
Całość około 30 minut. Rób interwały 2 razy w tygodniu na start, nigdy dwa dni pod rząd. Progresję wprowadzasz powoli: najpierw dokładasz jedno powtórzenie, potem wydłużasz pracę, a dopiero na końcu skracasz przerwę.
Kiedy interwały nie mają sensu
Pierwsza sytuacja: wracasz po urazie albo chorobie. Intensywność wraca na końcu – po objętości i po pełnym zakresie ruchu. Interwały na świeżo po kontuzji to proszenie się o nawrót problemu.
Druga sytuacja: brak bazy tlenowej. Jeśli nie przebiegasz spokojnie 30 minut, najpierw budujesz tę bazę, bo inaczej każdy interwał kończy się na technice, a nie na wydolności. Nie ma sensu przyspieszać, kiedy organizm nie radzi sobie jeszcze z równym tempem przez pół godziny.
Trzecia sytuacja: priorytet siłowy. Ciężkie interwały w tym samym dniu co trening nóg zabierają jakość obu jednostek – rozdziel je albo ustaw interwały po dniu wolnym. Jeśli trenujesz trening full body trzy razy w tygodniu, interwały wstawiasz w dniach nietreningowych, a nie po sesji ze sztangą.
Programowanie tygodniowe w crossficie ustawia ciężkie jednostki tak, żeby po ciężkim dniu szedł lekki – i tę samą zasadę stosujesz do interwałów. Przy celu odchudzania kieruję człowieka do dietetyka, z którym współpracuję, a jako aktywność dodatkową proponuję rower albo marszobiegi. Sam wysiłek interwałowy nie zastąpi deficytu kalorycznego przy redukcji.
Czytaj też: Tabata: prawdziwe efekty. Czy warto?.
Często zadawane pytania
Na czym polega trening interwałowy?
Na naprzemiennych odcinkach wysiłku intensywnego i przerwy albo wysiłku spokojnego, powtarzanych w zaplanowanej liczbie. Sterujesz trzema zmiennymi: czasem pracy, czasem przerwy i liczbą powtórzeń.
Czy interwały są lepsze od spokojnego biegania?
Metaanaliza 53 badań z randomizacją pokazała, że przewagę nad ciągłym wysiłkiem o umiarkowanej intensywności miały tylko interwały trwające co najmniej 2 minuty, o łącznej objętości powyżej 15 minut, prowadzone od 4 do 12 tygodni. Krótkie interwały działają wobec braku treningu, ale spokojnych treningów nie zastępują.
Ile trwa prawdziwa tabata?
Cztery minuty: 8 serii po 20 sekund pracy i 10 sekund przerwy. W oryginalnym badaniu praca szła na intensywności około 170 procent pułapu tlenowego. Jeśli po czterech minutach możesz powtórzyć ten sam zestaw jeszcze raz, to nie była tabata.
Jak zacząć trening interwałowy?
Od wersji biegowej: 10 do 15 minut rozgrzewki, 5 przyspieszeń po 30 sekund z 90 sekundami marszu między nimi i 5 do 10 minut wyciszenia. Całość zajmuje 25 do 35 minut. Na start dwa razy w tygodniu, nigdy dwa dni pod rząd.
Kiedy nie robić interwałów?
Przy powrocie po urazie albo chorobie, przy braku bazy tlenowej (jeśli nie przebiegasz spokojnie 30 minut) oraz w tym samym dniu, w którym masz ciężki trening nóg. Sam wysiłek interwałowy nie zastąpi też deficytu kalorycznego przy redukcji.


